Lackowa

Beskid Niski czerwonym szlakiem.

wpis w: Beskid Niski, małopolska, Uncategorized | 0
To czwarty rok z rzędu kiedy wyruszamy latem w Beskid Niski. Jak zwykle padło na lipiec, autobusem z Krakowa zmierzaliśmy w dobrze nam już znanym kierunku. Co roku staramy się choć w niewielkim stopniu modyfikować naszą trasę, by zobaczyć na swojej drodze coś nowego, ale odwiedzamy też miejsca, które są nam bliskie i bez których nie wyobrażamy sobie wycieczki na Łemkowszczyznę. Pierwszego dnia takim miejscem była baza namiotowa w Regetowie, do której dotarliśmy czerwonym szlakiem.

 

Nikt nie mówił, że będzie lekko. Tego roku powiedzieliśmy sobie, że zrobimy prawdziwy rajd po Beskidzie Niskim. Zamierzaliśmy więcej chodzić niż leniuchować, a było to nie lada wyzwanie, bo Beskid Niski sprzyja temu, by odpoczywać. Na rozgrzewkę wybraliśmy sobie niemal 22-kilometrowy odcinek z Kozim Żebrem po drodze. Ambitnie.

Autobus jadący do Krynicy-Zdroju wysadził nas w Mochnaczce Górnej, a do Niżnej podrzuciło nas bardzo sympatyczne małżeństwo. To właśnie tam zaczęła się nasza przygoda. Dobre humory nas nie opuszczały. W końcu dotarliśmy w miejsce, gdzie serca rosną, a całe ciało aż kryczy z radości. 🙂

Zanim jeszcze rozpoczęliśmy marsz obejrzeliśmy znajdującą się w Mochnaczce Niżnej cerkiew (których w Beskidzie Niskim nie brakuje).

 

 

Cerkiew św. Michała Archanioła w Mochnaczce Niżnej została wzniesiona w w XVIII, a przekształcona w 1846r. kiedy to wybudowano nowe prezbiterium. W wnętrzu znajduje się ikonostas z XIX w., a zanim dwa ołtarze z ikonami Matki Boskiej Pokrownej i Chrystusa Pantokratora, pochodzące z przełomu XVIII i XIX wieku. Cerkiew znajduje się na szlaku architektury drewnianej.

 

 

Tego dnia cały odcinek, który mieliśmy do pokonania, przebiegał Głównym Szlakiem Beskidzkim i zgodnie stwierdzamy, że zaliczamy, go do jednych z najciekawszych szlaków w Beskidzie Niskim. Jest on poprowadzony głównie przez pola i łąki, a tylko niewielki odcinek poprowadzony jest asfaltem. Po drodze mija się nie tylko Cerkiew w Mochnaczce, ale także tę w Hańczowej.

Zaryzykujemy nawet stwierdzenie, że jest dość widokowy (jak na te rejony), ponieważ nierzadko zdarzało się, że schodząc z góry w doliny można było zaobserwować, a to rzeczkę (w tym przypadku rzekę Białą) przedzierającą się pośród drzew i krzewów, to wioski urokliwie schowane między łagodnymi zboczami Beskidów. Wszystkie te czynniki złożyły się na to, że drogę do Regietowa będziemy bardzo miło wspominać.

 

 

Cerkiew pw. Opieki Matki Bożej w Hańczowej – obecnie prawosławna, do przeprowadzenia Akcji „Wisła” była jeszcze greckokatolicka. Świątynia, którą możemy teraz oglądać, pochodzi z XIX wieku, kiedy to przeprowadzono jej remont. Cerkiew w Hańczowej mogła stać już w drugiej połowie XVII w., ponieważ z tego okresu pochodzą fundamenty, znajdujące się obecnie pod podłogą oraz fragment drewnianej tablicy z 1664r. W cerkwi zachowała się duża część oryginalnego wyposażenia (XVIII i XIX wiek).

Po dłuższym odpoczynku w Hańczowej przyszedł czas, by zmierzyć się ze szczytem, który jest jednym z tych, które w Beskidzie Niskim budzą grozę wśród turystów. Oczywiście przesadzamy z tym stwierdzeniem, ale nie zmienia to faktu, że wejście na Kozie Żebro to nie lada wyzwanie. Jest to ostatnie podejście przed bazą namiotową, co sprawia, że po całym dniu wędrówki odczuwa się dość spore zmęczenie. Mierząc się z wejściem na sam szczyt nam towarzyszyły świetliki, które sprawiły, że wspinaczka wydawała się trochę lżejsza 🙂

 

 

Śmiejemy się do dziś, że zaliczyliśmy mały sukces, bo po tylu latach, w końcu udało nam się dojść do Regietowa przed północą. Kto wie, może następnym razem uda się jeszcze w promieniach słońca?

Do zobaczenia na szlaku!

K&K