Beskid Żywiecki. Rozdział drugi – wiosna.

wpis w: Beskid Żywiecki, Polska, śląsk | 0

 

Czytaliście już wpis Beskid Żywiecki. Rozdział pierwszy – przedwiośnie? Jeśli nie, to szybko nadrabiajcie, a jeśli tak, to zapraszamy do dalszej części postu 😉.
Niestety, Krystian nie mógł towarzyszyć mi tego dnia w wycieczce na Pilsko (choć znajdziecie go na ostatnim zdjęciu, bo pod koniec dnia już do mnie dołączył), dlatego całość będzie widziana tylko moimi oczami. Mam nadzieję, że kobiece oko nie będzie umniejszać temu męskiemu😄. To co? Zaczynamy!

W góry wyruszyłam razem z naszymi przyjaciółmi. Będąc bardziej szczegółową, to w zasadzie oni zaproponowali, aby na Pilsko wystartować właśnie z Sopotni Wielkiej. Plan był prosty – parkujemy samochód w wiosce, zostawiamy plecaki i gitary w chatce (nocleg zaplanowaliśmy w AKT Dobrodziej) i na lekko zdobywamy szczyt.

 

 

Gdyby nie to, że zadzwoniliśmy do chatkowej, by nas pokierowała jak trafić do chaty to prawdopodobnie krążylibyśmy po Sopotni, szukając drogi do celu. Zabrakło oznakowania, choć wystarczyłaby jedna strzałka. Jeśli będziecie chcieli odwiedzić to miejsce to pamiętajcie, że gdy zaczyna się zielony szlak należy przejść przez drewniany mostek nad rzeką, minąć prywatne domy, a następnie iść leśną drogą wzdłuż rzeki. Chatka położona jest w przepięknym miejscu😊. Zachwyciła nas przede wszystkim spokojem, jaki wokół niej się roztacza oraz wnętrzem, które – jak to w chatkach bywa – jest skromne, ale przytulne. Jest to miejsce, które na pewno jeszcze nie raz odwiedzimy.

 

 

Po pozostawieniu naszych bagaży wyruszyliśmy przed siebie. Dosłownie, ponieważ, by nie tracić czasu na zejście do zielonego szlaku, od razu skierowaliśmy się ku górze, by tam go odnaleźć. Będąc jeszcze w Sopotni czuliśmy wiosnę w powietrzu. Śpiewające ptaki, szum strumyka i promienie słoneczne ogrzewające nasze ciała – to było to za czym tęskniliśmy. Jednak powyżej chatki śnieg już leżał i wcale nie było go mało. Nie można zapominać, że w górach, nawet podczas pięknej pogody, możemy trafić na ciężkie warunki. Choć akurat tego dnia nie mogliśmy narzekać – po dojściu do szlaku szło się bardzo przyjemnie.

 

 

Po wyjściu z lasu mogliśmy zacząć podziwiać wspaniałe widoki na Beskid Żywiecki. Babia Góra jak zwykle czarowała swoim majestatem i nie mogła zostać przez nas niezauważona. Kilka zdjęć, krótki postój na drugie śniadanie i mogliśmy ruszać w dalszą drogę. Po osiągnięciu znacznej wysokości odczuliśmy we własnych nogach, że ilość śniegu istotnie się zwiększyła, a nam szło się trochę ciężej. Pomimo, że tabliczka, którą minęliśmy, wskazywała, że do schroniska na Hali Miziowej pozostała godzina drogi to wcale nie odczuliśmy tego dystansu. W dobrym towarzystwie czas zawsze mija szybko i przyjemnie😉.

 

 

1330m n.p.m – taką wysokość zdobywamy, gdy dochodzimy do schroniska. Z zewnątrz wydaje się mało zachęcający. Patrząc na budynek ma się wrażenie jakby przeniesiono pensjonat z Zakopanego, których tam wiele. Jednak trzeba przyznać, że krajobraz z tego miejsca może zachwycić. Zimą Hala Miziowa zamienia się w raj dla narciarzy, stąd też schronisko wygląda jak górski hotel.

 

 

Pomimo śniegu i lekkiego mrozu w ogóle nie odczuwaliśmy chłodu. Wcale nie potrzebowaliśmy dłuższego odpoczynku, ale było nam tak błogo, że ciężko było wyruszyć w dalszą drogę. Tym razem już bezpośrednio na szczyt. W końcu stwierdziliśmy, że nasza przerwa trwa już zbyt długo.

Szlak na Pilsko spod schroniska biegnie wzdłuż wyciągu narciarskiego. Był już koniec marca, a narciarzy na stoku nie brakowało. Nic dziwnego, bo warunki były znakomite, co spowodowało, że zatęskniłam trochę za deską snowboardową. To trwało jednak chwilę, bo szczyt był tuż tuż, a na widoki wszyscy czekaliśmy z niecierpliwością. Najpierw zdobyliśmy Pilsko po polskiej stronie, ale kilkadziesiąt metrów dalej – już łagodnym grzbietem – znajdował się jego wierzchołek już u naszych sąsiadów. Trzeba przyznać, że Słowacy mają zdecydowanie ciekawsze widoki. Poza Babią Górą (która towarzyszy nam przez większość czasu) można oglądać Jezioro Liptowskie, leżące u podnóża Tatr Niżnych, Tatry oraz Małą Fatrę.

 

 

Po zachwytach nad roztaczającym się krajobrazem udaliśmy się w drogę powrotną, która wiodła dokładnie tym samym szlakiem.
Na zakończenie – obiecane zdjęcie z Krystianem pod chatką😉.

 

 

*Tradycyjnie, zachęcamy do przeczytania opisów, znajdujących się na niektórych zdjęciach, które wyskakują po „najechaniu” na nie myszką:)

 

Do zobaczenia na szlaku!

K&K