Zdobywamy najwyższy szczyt Półwyspu Pelješac – Sveti Ilija.

wpis w: Chorwacja | 0
Półwysep Pelješac to drugi, co do wielkości półwysep Chorwacji. Wjeżdżając na ten teren wita nas tabliczka z napisem Chorwackie Imperium Wina. Nie bez powodu jest tak nazywane, bo cały półwysep pokryty jest winoroślami. Klimat sprzyja uprawom tych roślin. Na każdym kroku znajdziecie komunikaty informujące o sprzedaży domowego wina oraz winiarnie, gdzie można skosztować tych specjałów. Dość o winie*! Pelješac może pochwalić się również bardzo ciekawym ukształtowaniem terenu, a jest on bardzo górzysty. Najwyższy szczyt Półwyspu Pelješac to Sveti Ilija i liczy sobie 961m n.p.m.

 

To właśnie tam odbyliśmy naszą podróż poślubną. Morze i góry to dla nas taki złoty środek, w końcu nie może być zbyt płasko ;). Już jadąc do Chorwacji wiedzieliśmy, że szczyt zdobędziemy. Wyobraźcie sobie nasze zadowolenie, kiedy okazało się, że wyjście na szlak znajduje się niecałe sto metrów od wynajmowanej kwatery. Bajka!

Kliknij i otwórz mapę online

 

Po kilku dniach błogiego lenistwa stwierdziliśmy, że przyszedł już czas, aby zmierzyć się z Eliaszem (Ilija). Sierpień w Chorwacji to jeden z najgorętszych miesięcy w tym kraju. Nie zapomnieliśmy o tym i odpowiednio przygotowaliśmy się do trekkingu.

Wychodząc w góry,  w upalny dzień, pamiętajcie, aby zabrać ze sobą dużą ilość wody, nakrycie głowy oraz krem do opalania.

W pobliskiej informacji turystycznej zaopatrzyliśmy się w mapę i wyliczyliśmy, że droga powinna zająć nam nie więcej niż pięć godzin. Dzięki temu mogliśmy zaplanować godzinę wyjścia i tak o szesnastej znajdowaliśmy się już na szlaku. Prawda, nietypowa pora na wychodzenie w góry, ale należy pamiętać, że Chorwacja to nie Polska i słońce latem jest tam naprawdę ostre i dla nas niebezpieczne.

 

 

Zaczęło się ostro pod górę, ale nie było aż tak źle. Trasa początkiem biegła wśród drzew i krzewów, co dawało chwilę wytchnienia. Im wyżej tym krajobraz coraz bardziej się zmieniał. Po chwili znajdowaliśmy się już wśród winnic. Słońce, winogrona, gra cykad i bałkańska muzyka w tle – takich chwil się nie zapomina.

Dwukrotnie natknęliśmy się przy szlakowskazach na butelki z mapami (identycznymi jak ta, którą dostaliśmy w informacji turystycznej). Naszym zdaniem – bomba! Szlaki górskie w Chorwacji są bardzo dobrze oznaczone, ale mapę dobrze jest mieć, zwłaszcza, że na niej znajduje się też numer telefonu do ichniejszego GOPRu 🙂

 

 

Szlaki w Chorwacji to białe koło z czerwoną obwódką. Znajdują się też drewniane znaki pomalowane na czerwono z nazwą danego miejsca i czasem przejścia. Uwaga! Czasówki są bardzo dokładne.

Krajobraz całkowicie różni się od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Zbocza pokryte są wapiennymi skałami, a tamtejsza roślinność to głównie krzewy, karłowate drzewa i cudowne drzewa piniowe, których zieleń jest bardzo soczysta na tle tak surowego terenu. Na strumienie i potoki również nie ma co liczyć. Jednak nie ukrywamy, że pomimo tego, bardzo nam się podobało. W tak ciepłym klimacie nie moglibyśmy sobie wyobrazić innego krajobrazu niż ten.

Było to także ciekawe doświadczenie, ponieważ wychodząc w góry zwykle już jesteśmy na pewnej wysokości, a tu naszą wędrówkę zaczynaliśmy od zerowego poziomu. Pomimo tego, że Sveti Ilija liczy sobie niecałe tysiąc metrów to wyjście na niego jest dość wymagające (to tak jakby iść z Czarnego Stawu pod Rysami na Rysy!). Widoki, roztaczające się wokół nas, co chwila wprawiały nas w niemały zachwyt.

 

 

Wychodząc na szczyt można spotkać także… dzikie konie! Niestety, były chyba nieśmiałe, ponieważ żaden z nich się nam nie pokazał, jednak na tyle odważne, by się odezwać 🙂 . Zdziwiliśmy się także, gdy w pewnym momencie przed nami ukazał się las. Nietypowe jak na taki klimat, ale dla nas było to jak woda na pustyni, ponieważ mimo późnej pory temperatura nadal była wysoka. Po około trzydziestu minutach, wychodząc z lasu, naszym oczom ukazał się niewielki, kamienny dom. Uroczy, na jego drzwiach znajdowało się mnóstwo naklejek klubów turystycznych, a wszystkie były chorwackie! Mimo, że nie spotkaliśmy żadnego Chorwata na szlaku (jedynie parę z Niemiec) to był znak dla nas, że mieszkańcy tego kraju również uwielbiają piesze wycieczki.

 

Ostatnie metry na szczyt wiodły już tylko wśród skał. Tym razem wyjątkowo nie zakładaliśmy butów trekkingowych (raz, że było za gorąco na tego typu buty, dwa – mieliśmy okazję być już wcześniej na trekkingu w Chorwacji i wiedzieliśmy czego się spodziewać) jednak dobrze jest zaopatrzyć się w obuwie z grubszą podeszwą. Skały te są bardzo ostro zakończone i źle dobrane buty mogłyby spowodować niepotrzebne urazy.

 

 

Najwyższy szczyt Półwyspu Pelješac zdobyliśmy z momentem, gdy słońce zaczęło chować się za horyzontem. Feeria barw i niespotykany krajobraz długo pozostanie w naszej pamięci. Nie będziemy ukrywać – był to jeden z najpiękniejszych zachodów słońca jaki mieliśmy okazję oglądać. Adriatyk, wyspy i majaczący w oddali Masyw Biokovo wyglądały wyjątkowo z takiej perspektywy.

Eliasza opuściliśmy szybko. Kilka zdjęć, pamiątkowy wpis do zeszytu i ruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem towarzyszył nam już tylko księżyc…

 

Do zobaczenia na szlaku!

K&K

*Ten najbardziej znany i ceniony to Dingač i Plavac 😉