Rocznicowy Beskid Żywiecki.

wpis w: Beskid Żywiecki, śląsk | 0
Pierwszy maja znany jest w naszym kraju jako Święto Pracy. Tego dnia urodziny obchodzi Zygmunt Chajzer, w 1895 r. uruchomiono latarnię morską w Krynicy Morskiej, a zeszłego roku Krystian spytał czy zostanę jego żoną 🙂 Jako, że góry są związane z nami tak bardzo jak my ze sobą, więc nie mogliśmy tego dnia spędzić inaczej – na rocznicową wycieczkę wybraliśmy Beskid Żywiecki.

 

Ostatnie weekendy majowe wspominamy jako dni chłodne i deszczowe. Nie kryliśmy więc zdziwienia i radości z tego, że doczekaliśmy majówki, o której marzą wszyscy Polacy, czyli takiej gdzie żar leje się z nieba, a wieczory są na tyle ciepłe, by móc robić grilla do upadłego😉. Nareszcie!

Może nie są to idealne warunki na piesze wędrówki po górach (spalony kark, czerwona twarz z białymi oczami, od noszenia okularów przeciwsłonecznych – znacie to?), ale górskim miłośnikom takie rzeczy niestraszne. Pierwotny plan zakładał, że znów skierujemy się na Beskid Śląski, ale to w Żywieckim znaleźliśmy trasę, której nie mogliśmy się oprzeć. Widokowa pętelka, którą mieliśmy przejść to świetna propozycja na jednodniowy wypad, kiedy chcemy wiele zobaczyć, a nie mamy na to zbyt wiele czasu.

 

 

W Żabnicy zameldowaliśmy się po dziesiątej rano. Samochodów i turystów było już dosyć sporo, ale na szczęście udało nam się znaleźć miejsce i dla naszego pojazdu. Założyliśmy trapery i od razu skierowaliśmy się na czarny szlak prowadzący na Halę Boraczą. Tłumów nie uniknęliśmy. Droga (Trochę się zagadaliśmy, dlatego zamiast szlakiem szliśmy w stronę hali asfaltem. Cóż, zdarza się najlepszym 😉 ) jest łagodnie poprowadzona i to najprostszy sposób na dostanie się do schroniska, dlatego wiele rodzin z dziećmi i osób starszych wybrało ten wariant szlaku.

 

 

45 minut minęły w mgnieniu oka – nagle ujrzeliśmy schronisko na Hali Boraczej. Trzeba przyznać, że jest położone w ciekawym miejscu. Hala ma naprawdę spore rozmiary i to właśnie dzięki temu możemy z niej obserwować widoki na graniczący z Żywieckim – Beskid Śląski. Nie mieliśmy okazji być jeszcze w owym schronisku, ale słyszeliśmy dużo dobrego o tamtejszych jagodziankach. Niestety nie było nam dane ich spróbować, bo kolejka wybiegała aż na zewnątrz budynku, a my mieliśmy jeszcze przed sobą spory kawałek do przejścia. Nic straconego! Te gro osób, które miały siłę czekać na kupno jagodzianek (dla Krystiana to jagodniki 😉 Kto z Was również je tak nazywa?) tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że opowieści o ich smaku nie są wyolbrzymione, a na pewno nie był to nasz ostatni raz w tamtym miejscu.

 

 

 

Naszym następnym punktem postojowym był Redyk, u którego podnóża znajduje się Hala Redykalna. To jest ten moment, gdy czarny szlak spotyka żółty, który był tym najbardziej widokowym etapem naszej wędrówki. Można z tego miejsca podziwiać Małą Fatrę z jej bardzo charakterystycznym szczytem Velky Rozsutec, Tatry Zachodnie, a przy dobrej widoczności także Tatry Niżne, które nieśmiało wyłaniają się na ostatnim planie. Jeśli będziecie mieć w planach przejście się z Hali Boraczej na Halę Lipowską to nie skracajcie sobie drogi zielonym szlakiem. Idąc żółtym dużo bardziej zmęczeni nie będziecie, a widokowo na pewno Was zachwyci.

 

 

Na Redyku zażyliśmy przez chwilę kąpieli słonecznej, wylegując się na trawie, a później maszerowaliśmy już w kierunku Hali Lipowskiej, co chwila spoglądając na roztaczające się widoki. Schronisko, które się tam znajduje miło nas zaskoczyło, bo mimo, że położone w lesie to jest pełne uroku. Choć możliwe, że to bardziej zasługa jego lokalizacji niż samej architektury. Piętnaście minut później byliśmy już na Rysiance, które jest o wiele bardziej widokowym miejscem. Babią Górę mamy jak na dłoni, a okoliczne szczyty zachęcają do dalszej wędrówki. Na chwilę tylko przycupnęliśmy na trawie, ale mimo że chciało się spędzić tam cały dzień to trzeba było kierować się już  w drogę powrotną. I tak mieliśmy już żółwie tempo 😉

 

 

Do Żabnicy wracaliśmy czerwonym szlakiem. Jej! Jak ten odcinek jest ładnie poprowadzony. Nie spodziewaliśmy się cudów w drodze powrotnej, ale już kolejny raz byliśmy pozytywnie zaskoczeni. Po wejściu do lasu szlak prowadzi przez wąską ścieżkę, a po drodze możemy oglądać ciekawe formacje skalne. Po wyjściu z lasu wychodzi się na polankę, z której Romanka wydaje się ogromna!

 

 

Ostatnim smaczkiem na szlaku jaki napotkaliśmy to Stacja Turystyczna Słowianka. Niech nazwa Was nie zmyli, bo mimo, że kojarzy się ona ze stacją narciarską to wcale nią nie jest. Wręcz przeciwnie! Jest to dość sporych rozmiarów drewniany dom, położony nad potoczkiem, schowany pośród drzew i z dala od wszystkiego. Tak nam się to miejsce spodobało, że dodaliśmy Słowiankę do miejsc, które musimy lepiej poznać. Może ktoś z Was miał okazję już tam przenocować?

Od Stacji Turystycznej droga była już niedaleka do miejsca parkingowego. Pomimo, że trasa ma niecałe dwadzieścia kilometrów i dużych przewyższeń nie było to dotarliśmy do samochodu zmęczeni. Powinno istnieć takie powiedzenie, że szczęśliwy turysta to zmęczony turysta 😉 I tym oto zdaniem kończymy naszą relację.

 

Do zobaczenia na szlaku!

K&K