Złota jesień w górach. Tatry Bielskie na weekend.

wpis w: Słowacja, Tatry | 0
Z czym kojarzy Ci się jesień? Czy przed oczami widzisz ludzi z parasolami w dłoniach, uciekających przed deszczem i przenikliwie zimnym wiatrem? Może widzisz siebie zakopanego pod kocem z kubkiem gorącej herbaty? Jednak jesień nie musi być wcale taka straszna. Nam ta pora roku kojarzy się przede wszystkim z kolorowym dywanem stworzonym przez opadłe liście, zapach grzybów w lesie, które rosną po deszczu. Chłodne poranki, słońce nieśmiało przebijające się przez poranne mgły. Szczególnie piękna jest złota jesień w górach i taką właśnie zastaliśmy rok temu kiedy to wybraliśmy się w Tatry Bielskie na weekend.

Zapowiadała się wspaniała pogoda na ostatni weekend września. Nie chcąc marnować tak pięknych dni w mieście ochoczo wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy w góry! Jednak nie od razu wiedzieliśmy jaki kierunek obrać. W Beskidach spędzamy prawie każdy wolny weekend i bardzo chcieliśmy doświadczyć czegoś innego. Tatry wydawały się wybornym miejscem. Pojawia się jedno ale… 

Ta część Karpat zawsze mocno nas do siebie zniechęca. Okej, zgadzamy się – widoki są zachwycające. Skaliste zbocza, jeziora o pięknie lazurowym kolorze i ta przestrzeń! To się musi podobać. To nie tak, że jesteśmy oporni na piękno 😉 , ale wysokie opłaty za parking i pielgrzymki na szlakach wcale nie wywołują u nas uśmiechów.

Kusiło za to nadal jechać w Tatry. Chcieliśmy w końcu wyjść wyżej niż zwykle i pobyć w innym miejscu niż dotychczas. Po  ponownym przestudiowaniu mapy zdecydowaliśmy się na wycieczkę w Tatry Bielskie.

Tatry Bielskie to pasmo górskie położone na Słowacji. Najbardziej charakterystycznymi szczytami są Hawrań (2152 m n.p.m.), który jest najwyższym szczytem tego pasma oraz Płaczliwa Skała (2142 m n.p.m.).

Zakwaterowaliśmy się w Jurgowie (na końcu wpisu znajdziecie link do kwatery), który jak się później okazało jest wyjątkowo urokliwy. Wieś jest niewielka, z pięknym i starym kościółkiem. Poza sezonem w ogóle nie sprawia wrażenia miejsca, który mógłby gościć u siebie turystów. Cisza i spokój, czasem tylko gdzieś kogut zapieje albo krowa zamuczy. Żyć, nie umierać!

Strednica – Široké Sedlo

Sobota przywitała nas piękną, słoneczną pogodą. Wymarzone warunki na trekking. Od samego rana przebieraliśmy nogami, nie mogąc doczekać się wyjścia na szlak. Po piętnastu minutach jazdy samochodem byliśmy już na parkingu w Strednicy, który jak się okazało jest darmowy! Dla pewności rozejrzeliśmy się jeszcze wokoło czy na pewno nie ma osoby, która zbierałaby opłaty, ale nie – okazało się, że istnieją darmowe parkingi w Tatrach 😉 .

 

 

Trasa zaczynała się od zielonego szlaku. Na początku szło się spokojnie, nachylenia nie było prawie wcale, a ścieżka poprowadzona była lasem wzdłuż potoku. Nie ma co liczyć na łagodne wyjście, niedługo po tym jak weszliśmy na czerwony szlak rozpoczęliśmy wspinaczkę w górę. Naszym celem było Široké sedlo. Wyjście na przełęcz to może nie to samo, co zdobycie szczytu, ale mimo to liczyliśmy na porywające widoki.

Niemal całą drogę na Kopę towarzyszył nam Rigelsky Potok, który w pewnym momencie tworzy wodospad. Kaskada na tle skał i kolorowych drzew wprawiła nas w niemały zachwyt. Dochodząc do Szerokiej Przełęczy mogliśmy ujrzeć ogromne stado kozic, które spokojnie pasły się na zboczu góry. Stamtąd już niedaleka i łagodna droga na Široké sedlo.

Široké sedlo – Plačlivá skála

Dochodząc do Szerokiej Przełęczy Bielskiej nareszcie mogliśmy nacieszyć oczy górskim krajobrazem. Na południe od tego miejsca znajdują się Tatry Wysokie. Jak na dłoni widać Lodowy Szczyt, Łomnicę, ale czujny wzrok dopatrzy także Rysy czy Kozi Wierch. Słońce nie opuszczało nas ani na chwilę pomimo krążących chmur, znaleźliśmy miejsce osłonięte od wiatru i położyliśmy się na trawie. Było nam tak błogo, że powoli zaczynaliśmy przysypiać.

 

Po tej (dłuższej) chwili lenistwa Krystian stwierdził, że jeszcze mu czegoś brakuje… i tak po chwili maszerowaliśmy już na Płaczliwą Skałę 🙂 .

Szlak na Płaczliwą Skałę został otwarty w 1898 roku, jednak od 1978r. jest on zamknięty w celu ochrony przyrody. Gdzieniegdzie można dojrzeć żółte oznakowania, a szczyt nadal odwiedza sporo turystów.

Początkowo szlak łagodnie obchodzi szczyt dookoła. Ścieżka jest dosyć mocno wydeptana, ponieważ nadal jest uczęszczana, ale dla nas miejscami sprawiała sporo trudności. Od północy zalegał śnieg, który spadł kilka tygodni wcześniej. Przykrył on niektóre fragmenty szlaku, a momentami zbocze pokryte było lodem. Gdyby nie to, nie uznalibyśmy tej drogi za zbyt wymagającej.

Widoki z Płaczliwej Skały to jedne z najbardziej okazałych i niebanalnych jakie mieliśmy okazję oglądać w Tatrach. Hawrań wygląda imponująco, Gerlach, Jagnięcy Szczyt… Można by tak wyliczać bez końca. Za to od północy mogliśmy oglądać Pieniny z Trzema Koronami na czele, Magurę Spiską i Beskidy. Fantastycznie!

 

Nie chciało się wracać z tak widokowego miejsca, ale złota jesień w górach może i piękna, ale dzień niestety jest krótszy i trzeba szybciej kończyć wycieczki kiedy chce się ominąć chodzenie po zmroku.

I wiecie co? Nadeszła właśnie jesień, a nam znowu chodzą Tatry po głowie 😉 . Może się uda?

 

Do zobaczenia na szlaku!

K&K

 

  • Nocowaliśmy w pensjonacie „U Kasi” w Jurgowie. Bardzo dobra cena, a w pokojach miło i przyjemnie. UWAGA! Post nie jest sponsorowany. Rekomendujemy, bo byliśmy zadowoleni i uważamy, że warto polecać to, co dobre 😉