Beskid Śląski

Czantoria Wielka i Soszów w jeden dzień.

wpis w: Beskid Śląski, Polska, śląsk | 0
Co robisz kiedy masz wolną niedzielę, a od kilku dni w telewizji i radio trąbią o ładnej pogodzie tego dnia? Oczywiście, jedziesz w góry. Czantoria Wielka i Soszów w jeden dzień, zwłaszcza taki jesienny, to doskonała propozycja na aktywne spędzenie wolnego czasu. Widokowa trasa i możliwość odwiedzenia jednego z najstarszych schronisk w Beskidzie Śląskim to wystarczająca zachęta do tego, by wybrać akurat ten kierunek.

 

Na prawo i lewo słyszysz o tej słonecznej niedzieli, a tu budzisz się rano i wyjście z łóżka to ostatnia czynność jaką chcesz zrobić. Szaro, mgliście, zimno…brrr! Mimo to wstajesz, bo masz nadzieję, że się pogoda wyklaruje.
Tym razem wzięłam na wycieczkę swoją mamę i pojechałyśmy do Ustronia. To było najlepsze, co mogłyśmy zrobić, bo jak się później okazało pogoda była wspaniała, ale tylko w górach 😉 .

Ustroń – Czantoria Wielka

Ustroń to niewielka miejscowość turystyczna położona w Beskidzie Śląskim. Doskonała baza wypadowa dla wszystkich miłośników narciarstwa i innych sportów zimowych. Co ciekawe, Ustroń jest uzdrowiskiem pomimo często zalegającego w tym miejscu smogu. Interesujące jest pochodzenie nazwy tej miejscowości. Według językoznawców pochodzi ona od miejsca ustronnego, zacisznego. Ciekawsza jest natomiast wersja, mówiąca o tym, że jeden z oddziałów tatarskich w XIII wieku miał spalić w tym miejscu polskich jeńców i od słowa ustrina lub ustrinum, co znaczy pogorzelisko z ludzkich ciał, miałaby pochodzić nazwa tego śląskiego miasteczka.
Początkowy zamysł był taki, żeby na Czantorię Wielką wyjść niebieskim szlakiem (który z pewnością jest mniej uczęszczany). Koniec końców wylądowałyśmy w Ustroniu pod wyciągiem i na Czantorię ruszyłyśmy szlakiem czerwonym. Szlak jest poprowadzony między drzewami równolegle do stoku narciarskiego. Większość osób skraca sobie w ten sposób drogę, ale dla nas to była żadna przyjemność iść pionowo w górę, dlatego szłyśmy tak jak prowadził szlak
Im było wyżej tym cieplej. Zaskoczyło nas to, bo był już listopad i nie pamiętamy czy kiedykolwiek o tej porze roku w górach szłyśmy w krótkich spodenkach i podwijałyśmy rękawy. Kiedy dotarłyśmy do stacji kolejki na Czantorii (nie, to jeszcze nie jest szczyt 😉 ) mogłyśmy podziwiać fantastyczne widoki na Beskid Śląski. Równica, Klimczok, Skrzyczne, Malinowa Skała – te i wiele innych szczytów miałyśmy okazję podziwiać, a w dolinach zalegały gęste chmury.

Czantoria – Schronisko na Soszowie

Spod stacji kolejki droga na szczyt Czantorii Wielkiej prowadzi przez bukowy las. Cudownie musi wyglądać ten odcinek drogi, kiedy kolorowe liście są jeszcze na drzewach. Na wierzchołku znajduje się wieża widokowa, na którą można wejść po uiszczeniu opłaty (Tu znajdziesz cennik). My zrezygnowałyśmy i powędrowałyśmy dalej, wciąż czerwonym szlakiem.

Większość trasy wiedzie przez las, mimo to szlak jest piękny. Miejscami ma się wrażenie jakby szło się przez tunel zrobiony z drzew i po dywanie z liści. Droga w stronę Soszowa jest na pewno łatwiejsza niż w drugą stronę, ponieważ większość szlaku pokonuje się idąc w dół, a niektóre zejścia były naprawdę strome!

Czasem drzewa odsłaniały nam widoki i pozwalały podziwiać z jednej strony Beskid Śląski, a z drugiej Beskid Śląsko-Morawski (już w Czechach).

Schronisko na Soszowie – Wisła

Po zdobyciu Soszowa Małego droga jest już niedaleka do schroniska. Niedługo po tym wychodzi się na polanę, gdzie znajduje się Stacja Narciarska. Stąd widać już dość spory, drewniany budynek, czyli Schronisko na Soszowie. Trochę smutny to widok, bo widać, że miejsce to nie odwiedza zbyt wiele osób. Nic dziwnego, ponieważ znajduje się w sąsiedztwie kolejki na Czantorię i Schroniska na Stożku, które są oblegane przez turystów.

Schronisko na Soszowie Wielkim zostało otwarte w 1932r. przez Pawła Poloka. W trakcie II Wojny Światowej gospodarza wywieziono na przymusowe roboty do Niemiec. Po kilku latach, kiedy udało mu się wrócić do Soszowa, ponownie musiał opuścić to miejsce. W czasie nieobecności pana Poloka schroniskiem zainteresowało się Beskidenverein. Była to niemiecka organizacja turystyki górskiej, która intensywnie działała w Beskidach w I połowie XX wieku.

Po wojnie schronisko zostało rozbudowane i działa aż do dziś. Oferuje 33 miejsca noclegowe, ma w swojej ofercie bufet. Zimą można korzystać z pobliskiego wyciągu narciarskiego i poszusować na nartach.

Na miejscu pani poleca nam zupę krem z dyni, którą z wielką chęcią zamawiamy po kilku godzinach marszu. Samo schronisko położone jest tuż przy lesie, ale odchodząc kawałek dalej rozpościera się widok na Czantorię Wielką i cały szlak czerwony, który przebyłyśmy. Jest coś satysfakcjonującego w tym kiedy możesz zobaczyć jaką trasę udało Ci się pokonać 🙂

Dzień powoli dobiegał końca i robiło się coraz chłodniej, co zmusiło nas do powrotu w doliny. Z Soszowa jest kilka wariantów zejścia do Wisły, my z racji krótkiego dnia wybrałyśmy najszybsza opcję, czyli niebieski szlak. Nie jest ona widokowa, ale zależało nam na szybkim dotarciu do miasta. Ostatnim punktem programu było zobaczyć Wisłę w Wiśle, a potem – już autostopem – dotarłyśmy do Ustronia.

 

Do zobaczenia na szlaku!

K&K